Na słono

Pieczywo o niskim ig

grahan

Jakiś czas temu okazało się, że mój mąż ma insulinooporność i nagle wszystkie posiłki musiały być przemyślane pod kątem indeksu glikemicznego. Na temat insulinooporności jest w sieci bardzo wiele artykułów, napisano też wiele książek. Instagram pod hasztagiem #insulinooporność podaje piękne i atrakcyjne dla oka potrawy, ale nie wszystkie mają faktycznie niski lub średni indeks, raczej dodano je by zwiększyć zasięg. Wzmożona czujność nie zaszkodzi, jeżeli będziecie szukać inspiracji na Instagramie.

Po zgłęnieniu tematu przez 3 dni, pytanie pozostało niezmienione: co jeść, żeby się najeść ale przestać sobie szkodzić. Bo przecież w naszej kuchni nie używamy przetworzonej żywności, sosów z torebki używamy ziół i jemy dużo warzyw – powinno być łatwo!  A zaczęły się schody.

Na początek pod lupę poszły kwestie pieczywa oraz dodatków do obiadu: kasze, makarony, ryż, ziemniaki. Mężczyzna, który pracuje umysłowo, a potem zastaje w dom z trójką dzieci/sprzątaniem/praniem do po składania/czymkolwiek co trzeba zrobić, nie może jeść w kółko papryki czy selera naciowego odstawiając calkowicie węglowodany, bo przecież mózg i mięśnie potrzebują paliwa. Nie ma rozwiązań idealnych, dieta pudełkowa wychodzi poza nasz budżet, nasz tryb życia też nie zakłada mojego totalitarnego podporządkowania diecie męża, planowaniu, kupowaniu i gotowaniu tylko pod niego. Kompromis jak na razie udaje się osiągnąć, redukcja masy ciała nastąpiła, poprawa samopoczucia również. Pozostałe rzeczy wyjdą podczas kolejnych badań oraz konsultacji dietetycznej.

Tymczasem podaję Wam przepis na pyszne pieczywo, idealne do hummusu czy pomidora.

Zwykle podaję autora przepisu, z którego korzystam, bo sama niedawno odkryłam w sieci brutalne kopiuj – wklej z mojego bloga, bez wzmianki kto jest autorem tekstu. Tym razem zrobię wyjątek. Książka, z której korzystałam ma wiele błędów w przepisach (zrobiłam ich już trochę, niektóre wiele razy) i nie chciałabym wspominać autorki, ponieważ nie mam pewności co do poprawności zawartości książki (zainteresowanym mogę podać w mailu).

Przepis na pieczywo:

Pół szklanki płatków owsianych lub gryczanych  (jeśli robicie z podwójnej porcji polecam dodać takie i takie)

3 łyżki pestek dyni

3 łyżki nasion słonecznika

3 łyżki siemienia lnianego (polecam złociste)

3 łyżki nasion sezamu

3 łyżki mąki żytniej (najlepiej typu chlebowego)

Szczypta soli himalajskiej

1 łyżeczka czosnku niedźwiedziego

1 niepełna szklanka wody

 

Wszystkie składniki suche należy wsypać do miski i lekko (to ważne!) wymieszać, właściwie tylko przemieszać. Zalać wodą i odstawić na ok 20-30 min aż napęcznieją.

Nagrzewam piekarnik na 165 stopni, góra-dół.

Blachę wykładam papierem, dla stabilizacji papier z boku przypinam klipsami do prania, potem je odpinam. Gdy robię chlebek z 1 porcji, używam okrągłej blachy do pizzy. Gdy z podwójnej – dużej blachy z piekarnika. Możecie oczywiście do pojedynczej porcji użyć dużej blachy – po prostu będzie ona tylko w połowie zajęta.

Łyżką wyrównuję masę, mniej więcej na 0.5 cm grubości.

Piekę ok 40 min. Po tym czasie zmieniam na termoobieg, 170 stopni i Piekę 10-12 min, czasem krócej – to jest ten etap, kiedy obserwujecie ziarna i oceniacie po wyglądzie.

Po upieczeniu w formie do pizzy chlebek jest mniej wilgotny niż na prostokątnej dużej blasze. Musicie zdecydować czy wolicie wersję lekko mokrą, czy będziecie zdejmować chleb z blachy i podpiekać jeszcze chwilę, na termoobiegu.

Upieczony i ostygnięty chlebek  owijam lnianą ściereczką i przechowuję 2 dni w szafce z pieczywem. Nigdy nie stoi dłużej niż 2 dni, nie wiem czy może stać dłużej 😉

Smacznego!