Bez kategorii

33 dni do Wigilii

grahan

Nie bez znaczenia ten post ma dzisiejszą datę publikacji. Długo nad nim myślałam i ostatecznie postanowiłam puścić w świat tych kilka słów poniżej. 33 dni to tak zwana liczba mistrzowska, oznaczająca harmonię i zrównoważenie.

Ten post dedykuję tym wszystkim, którzy w ostatnim czasie, z powodów mi nieznanych, ale bardzo dla mnie radosnych, postanowili skorzystać z opcji „wyślij wiadomość” i podzieliły się ze mną kawałkiem swojego życia. Kuchnia zbliża, jak widać 🙂 Umieszczam go w dziale DIY czyli Do It Yourself, ponieważ nie jest o gotowaniu, a o tym, co możesz zrobić sam dla siebie, ze sobą i by dowiedzieć się o sobie czegoś wspaniałego.

Nie chcę pisać o sobie i o swoich doświadczeniach, ale na pewno znajdziesz tutaj taki wydźwięk. Ten post ma na celu pokazanie Ci, że szczęście, harmonia i spokój wewnętrzny jest do osiągnięcia, że wszystko zależy od Ciebie. I że to nie są banialuki.

Taki temat: za 33 dni Święta Bożego Narodzenia. Niezależnie od tego jak bardzo (i czy w ogóle) jesteś wierzący/wierząca – na 99,9 % obchodzisz Święta. Znacie kogoś, kto jest zupełnie poza tą atmosferą i nie kupuje nikomu prezentu, nie spotyka się z nikim, nie je odświętnego obiadu? Bo ja nie znam. Przyjmuję więc, że Ciebie też czeka spotkanie z rodziną, życzenia, może śpiewanie, gorączkowe szukanie jakiegoś podarunku, coś może ugotujesz, posprzątasz, powkurzasz się, może popłaczesz i na pewno zirytujesz. Ja to wiem, żyję prawie 31 lat na świecie, trochę Świąt mam za sobą 🙂

W życiu dzieją się różne złe rzeczy i o takich głównie słyszę teraz od znajomych, ich znajomych i z wiadomości, które dostaję od Was. Jest to pokrzepiające, że niektórzy ludzie postanowili się otworzyć, porozmawiać, nie chcą być ciągle sami i dusić się w środku. Ale są wśród nas też tacy, którzy nie są wylewni, nie dzielą się smutkiem, gryzą się w środku i Święta to dla nich koszmar spotkań, docinków, nieśmiesznych żartów, przyklejonych uśmiechów, uczestniczą w czymś, co im każe ubrać maskę, zagania w róg, z którego nie ma ucieczki. Znam pełno takich ludzi.
Czy zastanawiałaś się/ zastanawiałeś się kiedyś nad tym, że bywają takie rodziny, w których ktoś czuje się bardziej samotny niż na bezludnej wyspie? Dzieje się tak dlatego, że nie znamy się dobrze, palniemy jakąś głupotę, sprawiamy przykrość nieświadomie (liczę, że nieświadomie).
Dla takich osób Święta to wewnętrzny dramat. Przeżywałam to kilka razy, wiem jak to jest. To doświadczenie nauczyło mnie mówienia czegoś innego niż „dużo zdrowia, szczęścia i oraz spełnienia marzeń” przy dzieleniu się opłatkiem. Mówię coś, co sama chciałabym usłyszeć, na przykład „życzę Ci spokoju ducha, odnalezienia drogi i dobrych decyzji” albo „życzę Ci radości z syna”.

Osoby, które są przygniecione różnymi tragediami, mają problem w odnalezieniu radości Świąt. Przeczytałam wiele mądrych i mniej mądrych publikacji na ten temat i wniosek płynie z nich taki, że to właśnie zachowanie bliskich (destruktywne, raniące, bezmyślne, mało empatyczne) determinuje postrzeganie Świąt. Nie wszystkie, a w zasadzie większość rodzin są nie zżyte, ba! są poobrażani, pokłóceni, a myśl o spotkaniu świątecznym powoduje zimny pot na karku. Bo trzeba, bo wypada, bo w telewizji reklamy o cudownych chwilach z rodziną, z prezentami i dziećmi biegającymi od stołu do choinki, przez idealnie oprószone śniegiem okna widać miękkie światło nad stołem i nawet w najpopularniejszej komedii ostatnich lat, kiedy gej przyprowadził na Wigilię swojego partnera i przedstawił go rodzicom, otrzymał zrozumienie i ciepło. Sielanka!

Myślisz, że w prawdziwym życiu tak nie jest? Masz rację. I nie masz racji.

Masz rację w tym, że rzeczywistość z gazet i telewizji jest w dużej mierze wykreowana. Masz uwierzyć w to, że uszczęśliwi Cię najnowszy smartfon i wydane 3000 zł na prezenty dla rodziny. Masz uwierzyć, że tylko tak powinno się spędzać Święta, a każdy inny obrazek jest mało dobry. Dlatego ludzie wpadają w panikę na myśl o Świętach, dlatego jest tak dużo reklam kredytów, dlatego cały grudzień myślisz, że znowu ciotka Ci powie o tym, że zegar biologiczny tyka i na dziecko to już najwyższa pora, albo że kuzynka będzie się chełpić awansem w korporacji, podczas gdy Ty z sukcesów masz jedynie w porę umyte okna i zdążyłaś pójść do fryzjera, bo masz małe dziecko, które choruje/je z piersi co 40 minut,  albo że szwagier będzie się popisywał wakacjami w Hiszpanii i zabukowanymi feriami w Austrii, a Wy kupiliście używane renault scenic i o wakacjach nie było mowy i mowy o feriach też nie ma, albo, że starszyzna rodziny zacznie narzekać na wyimaginowane choroby, a Ty wiesz, że wyniki badań wyszły źle, bardzo źle i boisz się co teraz będzie ze wszystkim.
Czasem lepiej odsunąć się od czynnika, który działa na Ciebie destrukcyjnie. Znam mnóstwo takich osób: wyjeżdżają na Święta na narty albo na agroturystykę, ewentualnie są w domu, w wąskim gronie (najczęściej rodzice+dzieci) Rozumiem ich. Trzeba mieć odwagę, by dać sobie szansę na inne Święta.

Dlaczego nie masz racji? Bo nastrój i nastawienie rodzą się w Twojej głowie. Rodzina idealna nie będzie – nie ma takich! Jakieś zgrzyty się pojawią – tak już po prostu jest…

Możesz albo nienawidzić Świąt i czekać aż miną, albo możesz zamieniać małe rzeczy w super ważne rzeczy, doceniać je, nauczyć się na nie czekać i pielęgnować zwyczaje (np robienie pierników albo odręczne pisanie kartek).
W dwóch najbardziej krytycznych momentach mojego życia, pozytywne myślenie o drobiazgach i siła charakteru uratowały mnie przed pogrążeniem się w nicość. Kij z tym, że kupiłam na prezent kubek za 8 zł i wyładowałam go cukierkami, bo nie miałam kasy na nic więcej. Albo podarowałam butelkę soku malinowego przewiązaną wstążką. Włożyłam w to 100000% mojego zaangażowania oraz możliwości i to JA byłam zadowolona z efektu. Pokonałam sztucznie wytworzoną barierę, że prezent musi być mega wow i mega drogi. Uwierz w to, że ani rodzaj prezentu ani rachunek za niego nie mają znaczenia! Tego uczę swoje dziecko. Dostaje na przemian droższe prezenty (Lego chociażby) oraz takie małe jak puzzle za 9.90 zł. Dzieci są z natury dobre, my dorośli o tym zapominamy. Mam w zwyczaju przynosić Synowi jakiś drobiazg gdy odbieram Go z przedszkola, ostatnio miałam pod ręką tylko mandarynkę. Tego uśmiechu na twarzy długo nie zapomnę! Pomyślałam, że jest takim wspaniałym i szczęśliwym człowieczkiem! A potem pomyślałam, że jego dziecięca dobroć i naiwność, jest nadal rozwijana przeze mnie i mojego męża. Uczymy Go cieszenia się z drobnych spraw. Nie wychowujemy kolejnego konsumenta drogich zegarków i biżuterii z katalogu. W mojej ocenie nie wychowujemy kolejnego nieszczęśnika zamotanego w konsumpcjonizm.

Postrzeganie życia zależy od nas samych! Takie to proste! Ja wiem, że ktoś z Was skrzywi się czytając to i pomyśli „eee kolejny post o niczym, co ona wie, nie ściga exmęża o alimenty, nie mieszka w klitce z rodzicami, ma męża w domu a nie w UK, ma zdrowe dziecko i nie martwi się o jutro”. Takie myślenie nie doprowadzi Cię do niczego dobrego. Nie wiesz jak mam, z jakimi problemami mierzę się teraz albo mierzyłam się dawniej, co musiałam przejść i poświęcić, by być tutaj. Każdy coś ma w życiu skopane. Każdy z czymś się boryka. Pozostaje pytanie: czy użalać się czy ŻYĆ?

Jeśli chcesz naprawdę żyć:
– przestań się zadręczać tym co było: jak możesz to napraw, wyjaśnij. Jak nie możesz, odpuść. Było – minęło, nie wracaj, nie rozgrzebuj, rozmowy na ten temat ucinaj, wstań od stołu jeśli trzeba i zajrzyj do kuchni. Miej odwagę powiedzieć: „to nie jest temat na dzisiejszy dzień”.
– jeżeli atmosfery z rodziną nie możesz oczyścić rozmową, zaakceptuj to. Idź na Wigilię i wyciągnij z niej radość więzów krwi i że masz kogoś (tylu ludzi nie ma nikogo!), albo zawalcz o siebie i powiedz: nie przyjdę na Wigilię, chcę być gdzie indziej. Jeżeli poczujesz się lepiej to już wiesz, że było warto. Jeżeli poczujesz się gorzej, to już wiesz, że następne Święta będą z rodziną, jaka by nie była. Genialne w swej prostocie.
– celebruj małe chwile: podsycaj wiarę w Mikołaja u dzieci, kup sobie cukierek-laskę, ciesz się myciem okien, bo to znaczy, że masz gdzie mieszkać! Obejrzyj dobry film zamiast krochmalić obrus i wściekać się, że nadal mało sztywny i mało biały! Nie zadręczaj się, jeśli w ogóle nie masz obrusa – nigdzie nie ma napisane, że gwarantem udanych Świąt jest biały obrus!
– awantury gaś w zarodku: naprawdę to takie ważne, że dywany są niewytrzepane i że znowu ktoś zapomniał, że nie lubisz karpia? Nie ma pięciu dań – czy komuś z tego powodu urwie nogę?!
– pamiętaj, że nie musisz godzić się na słuchanie przykrych słów i awantur, nie musisz biegać po galerii by wydać 149 zł na coś co gada/śpiewa i za pół roku wyląduje w kuble z zabawkami, nie musisz do pierwszej w nocy piec 3 makowców i 4 serników. Nie musisz ulepić 500 uszek. Nie musisz wbijać się w garnitur, którego nienawidzisz. MOŻESZ to zrobić, ale tylko jeśli odczujesz z tego powodu radość.

Tak jak we wszystkim – praktyka czyni mistrzem! Zaczyna się od małych spraw i rzeczy, więc ostatnie 5 tygodni do Świąt potraktuj jako przygodę, uczyń radosnym i kolorowym ten kawałek życia. Nie wiesz ile czasu Ci zostało, szkoda go marnować na życie cudzym życiem, które tylko w Twojej głowie jest idealne. Zastanów się czego pragniesz na Święta. Jak wyglądają TWOJE wymarzone Święta i co jesteś w stanie zrobić, by takie były.
Dobre życie, spokój ducha, wolna od złych myśli głowa, harmonia – to jest do osiągnięcia!

Mój ulubiony cytat to ten: „Szczęście jest wtedy, gdy nadal pragniemy tego co mamy”

12227558_979895152053745_4311326365086457330_n

I pewnie, że fajnie byłoby mieć nową sukienkę na Wigilię, fajnie byłoby pojechać w przewie Świątecznej na narty do kurortu, fajnie byłoby zmienić stół w jadalni i dostać nowe kolczyki. Fajnie nie znaczy koniecznie 🙂
Mam co mam, moje cztery sukienki są ulubione i nadal pasują (ha ha!) a na nową nie mam pieniędzy w budżecie, narty w kurorcie to temat odległy, bo nie umiem jeździć na nartach, zresztą gdybym umiała, to można zawsze jechać na 1 dzień na stok, stół ma już swoje lata i widać po nim, że to mebel, który żyje z domownikami, a gdybym dostała kolczyki, to musiałabym na chwilę odłożyć te, które mam i są moimi naj-naj-naj! Więc po co się dręczyć myślami i ściskać, skoro można w Święta rano układać puzzle, zjeść ciasto albo nawet popcorn (serio!), może będzie śnieg to pójdziemy na sanki, a jak nie będzie śniegu, to pójdziemy na rower 😀 Nie ma co wynajdować spraw, których nie ma jak zrealizować. Trzeba kombinować, jak zrobić coś, co się da zrobić 🙂

Życzę Wam wspaniałych przemyśleń, przesyłam ogromny uśmiech i przypominam, że absolutnie ostateczny termin na zagniecenie piernika staropolskiego to JUŻ!!! Przepis tutaj

2 thoughts on “33 dni do Wigilii

  1. Karolina S.

    Dzięki Kochana! Tego mi było trzeba..

    1. grahan

      Cieszę się